Jak powstaje szopka…
Najpierw, jak na profesjonalistę przystało, Walery zbudował z kartonu makietę kościelnej kaplicy w skali 1:20. Potem, niczym na miniaturowej scenie, ustawiał w niej figury, oglądał je pod różnymi kątami. – Bo to bardzo ważne – mówił – jak będzie je widziało dziecko, a jak dorosły. Przesuwał postacie o milimetry, aż po kilku dniach pracy gotowy był projekt szopki, która stanie w kościele pod wezwaniem św. Stanisława na Lipowicy.
- Chciałem, żeby szopkę zrobił fachowiec, artysta – mówi ksiądz proboszcz Jan Kucharczyk – bo skoro ma ona wywoływać prawdziwe przeżycia, musi być zrobiona dobrze. Dowiedziałem się, że we Lwowie jest odpowiedni człowiek – Walery Bortiakow i jemu powierzyłem pracę nad szopką
- Wiele lat temu, z księdzem proboszczem Kazimierzem Mączyńskim, który wprowadził mnie do Kościoła i dzięki któremu dziś jestem praktykującym katolikiem, jeździłem z szopką od Sambora aż do Mościsk – opowiada Walery Bortiakow, scenograf z zawodu, reżyser i aktor Teatru Polskiego we Lwowie (honorowy członek ZASP) oraz artysta plastyk. Było to jeszcze za władzy radzieckiej. Ludzie przynosili najprzeróżniejsze figury, ocalałe z okolicznych kościołów. Kleciło się z tego szopki, w których jeździły pociągi albo płynęły strumyki. Potem projektowałem Szopkę Lwowską, w której lew (herb Lwowa, niezwykle ważny dla mieszkających tam Polaków – Semper Fidelis), przykucnął u żłobu i chuchał na nóżki Jezusa. Ten projekt wszystkim bardzo się podobał.
- Podejmując się zaprojektowania i zbudowania szopki w nowoczesnym kościele o nieco nietypowej architekturze stanąłem przed zupełnie nowym wyzwaniem. Pierwszy raz odszedłem od schematu “mizernej, cichej stajenki lichej”, a zająłem się problematyką estetyki podporządkowanej mistyce tego święta. Ponieważ herbem Przemyśla jest niedźwiedź – podobnie jak we Lwowie – u stóp Jezusa umieściłem niedźwiadka, będącego symbolem miasta. W tej szopce nie będzie postaci pasterzy. Pasterzami będą ludzie, wierni, którzy przyjdą oddać hołd nowonarodzonemu. Taka oszczędna forma aranżacji pomoże im skupić się i przeżywać misterium Bożego Narodzenia. Bardzo mi zależy, żeby ta szopka była przesycona dobrymi emocjami, gdyż mam specjalny sentyment do Przemyśla, bo w tym mieście znalazłem wielu serdecznych przyjaciół i tutaj czuję się jak w domu – kończy Walery i zabiera się do drapowania szat Józefa.
- Warto też zaznaczyć – uzupełnia ksiądz proboszcz – że figura dzieciątka, dar od księdza biskupa Śmigielskiego, pochodzi z Ziemi Świętej, z Betlejem.
Jacek SZWIC
Więcej na ten temat przeczytasz w aktualnym numerze ŻP.
Autor artykułu: ŻP